Pogoń, galop, pęd, dryl, chaos i jeszcze parę innych dynamicznych określeń oddaje moją codzienność. Zawsze w pędzie, zawsze z telefonem przy uchu, z otwartym laptopem podejmuję setki mniej lub bardziej ważnych decyzji zawodowych i prywatnych. Roller coaster w opcji all inclusive. Staram się w tym wiecznym szpagacie pomiędzy pracą, domem i rodziną znaleźć złoty środek na przetrwanie kolejnego dnia. Mam świetnie obrytą teorię jak się relaksować, oddychać, oddawać medytacji i znajdować balans życiowy. Jest tylko mały kłopot. Kiedy jesteś w oku cyklonu to ostatnia rzecz, o której pamiętasz to jak oddychać i skupiać uwagę na jednej przyjemnej rzeczy. A kiedy to wszystko się uspokaja to jestem tak wykończona, że nie mam siły się zrelaksować. Błędne koło. Egzystencjalny kocioł pełen obowiązków rodzinnych, dwójki dzieci, każde z innymi potrzebami, problemami, nastrojami. zawodowej pracy na odpowiedzialnym stanowisku, gdzie losy wielu ludzi i spraw leżą w moich rękach i gdzie nie mogę pozwolić sobie na popełnienie błędu.
Zapytacie pewnie jak daję radę tak żyć, w tym pośpiechu, w wiecznym kinie akcji? Otóż pewnego dnia odkryłam, że jest jeden moment, kiedy nikt od ciebie niczego nie chce, bo to naturalna czynność życiowa, którą i tak musisz dwa razy dziennie co najmniej wykonać i jest w pełni respektowana przez innych członków rodziny jak również przez twój telefon, który w danym momencie po prostu pozostaje w czasowej izolacji. WANNA. Biała, aksamitnie gładka, przyjemnie wypełniona ciepłą wodą i zapachem olejku pomarańczowego ze szczyptą kardamonu. Ten moment, kiedy zanurzasz ciało, ręce i nogi puszczasz swobodnie, zamykasz oczy i odpływasz. To uczucie, kiedy moje ciało jest ultralekkie, a ja mam wrażenie że unoszę się swobodnie w niewyobrażalnie przyjemnej przestrzeni kosmicznej, pachnącej soczystą pomarańczą i kardamonem. Troski wszelkie znikają na tą jedną magiczną chwilę. Nikt nie czeka na żadną decyzję. Telefon leży gdzieś wyciszony, lekko sfochowany nagłym porzuceniem. Laptop milczy przytłoczony ilością danych, które przetworzył tego dnia. Domownicy, daleko w swoich światach, odseparowani niewinnymi białymi drzwiami do mojej łazienki. Błogostan. Minuta w raju. Idealna nieskończoność. Absolut rozkoszy. Tylko JA i moja WANNA. Polecam!