Kochaj bliźniego swego jak siebie samego. To powszechnie znane powiedzenie kryje w sobie największą z tajemnic naszej egzystencji. Nie pokochamy nikogo, ani niczego tak naprawdę, jeśli nie pokochamy najpierw siebie. Kochać siebie? To znaczy być egoistą? Nie, to w ogóle nie ten kierunek.

Kochać siebie, to żyć w zgodzie ze sobą. To robić rzeczy, które są dobre dla mnie. To zdrowo się odżywiać, szanować swoje ciało i troszczyć się o nie jak o największy skarb. To być wdzięcznym każdego dnia za to, że nasze serce bije. To sprawiać sobie drobne przyjemności i realizować najbardziej niemożliwe marzenia. To być wdzięcznym za wszystko, co nas spotyka na naszej drodze, nawet jeśli z pozoru jest to trudne doświadczenie. Ono przecież ma na celu wyłącznie zwrócenie naszej uwagi na coś, co wyraźnie zaniedbaliśmy w miłości do samych siebie. Kiedy patrzymy później wstecz widzimy wyraźnie, jaka wiadomość miała do nas trafić poprzez ten kubeł zimnej wody. Nigdy nic nie dzieje się bez powodu. Nigdy.

Pokochać siebie. Hmmm, powiesz, że to trudne zadanie. Zgadzam się. Wymaga ono przełamania patologicznej wręcz, wiecznej chęci sprawienia przyjemności wszystkim dookoła oprócz samej siebie. Wymaga zmiany schematu myślenia, że jeśli ja nie będę dla siebie najważniejsza to nie będę potrafiła takiej miłości dać innym. Ode mnie zaczyna się wszystko. Łatwo powiedzieć….

Wiele lat spalałam się próbując dogodzić wszystkim dookoła. Doprowadziłam swoje życie do wyczerpania zasobów wszelakich. Sześć lat temu dostałam silne ostrzeżenie, że baterie są puste i albo coś zmienię w swoim życiu albo dostanę komunikat „game over”. Całe szczęście podziałało. Zatrzymałam się. Przyjrzałam i zobaczyłam zgliszcza mojego życia. Wszystko było nie tak.

Na początku przemiany jeszcze mocno rzucałam się po klatce razem ze swoimi demonami „robienia dobrze” wszystkim dookoła, tylko nie sobie. Krok po kroku, jak przy nauce chodzenia stawiałam kolejne bardziej solidne i pewne pierwsze kroki na drodze do uzdrowienia mojego istnienia. Zajęło mi to kilka lat, ale dziś wiem, że to było jedyne możliwe rozwiązanie, abym mogła dalej żyć tutaj i móc budzić się każdego ranka, czując wdzięczność, czując bicie własnego serca i móc kochać moich bliźnich jak siebie samą.

Teraz wiem, jakie to uczucie ta cała MIŁOŚĆ. Teraz wiem, co faktycznie znaczy prawdziwa esencja miłości i jaki skład ona posiada. Doszłam w końcu do tego, o czym mówią mądrzy ludzie, że ta największa miłość ma jedno jedyne tylko źródło i jest ono tu w środku, we mnie samej. Nie pokochamy nikogo prawdziwie tak na maksa, jeśli samych siebie nie ukochamy najbardziej, bo tylko wtedy będziemy wiedzieli jak to zrobić wobec innych. Jak to okazać, jak to poczuć, jak to dać. Gorąco i z całego serca zachęcam, jeśli jeszcze nie zamówiłaś miłości do siebie w restauracji swojego życia, to zrób to teraz. Koniecznie na pierwsze danie!