Każdy z nas rodząc się otrzymuje w pakiecie czyste, nowe, piękne białe ubranko naszej osobowości. Od tej chwili będzie ono podlegało wiecznym zmianom, metamorfozom, modyfikacjom w zależności od doświadczeń, ludzi i kultur, które przyjdzie nam spotkać na swojej drodze.
W dzieciństwie nie zwracamy szczególnej uwagi na naszą szatę osobowości, bo nie mamy tej świadomości, że coś kształtujemy. Bierzemy życie takie jakie jest, bo nie znamy innego. Dopasowujemy się do norm otaczających nas, bo zakładamy że tak wygląda życie jakie znamy z domu rodzinnego, z najbliższego otoczenia. W tym czasie nasze ubranko osobowości kształtuje bardziej świat zewnętrzny, otoczenie i rodzina.
Kiedy stajemy się nastolatkiem, mamy już bagaż doświadczeń odzwierciedlony na naszym ubranku osobowości, ale wtedy zaczynamy dostrzegać, że możemy coś w nim sami poprawiać, zmieniać, dopasowywać do tego kim naprawdę chcemy być, jak chcemy reagować na świat i co dla nas jest faktycznie ważne, a co nie jest naszą normą na pewno. Buntując się, odrzucamy to co nas krępuje.
Potem zaczynamy przygodę z dorosłym życiem w takiej jakby jeszcze niedokończonej garsonce, która jest wynikiem naszych pierwszych świadomych zmian. Trochę może jest jeszcze pofastrygowana, ale jest już bardziej dorosłą garsonką niż ubrankiem, które mieliśmy w dzieciństwie.
Dalej są lata doświadczeń lepszych i gorszych, które los nam produkuje. Nasze relacje ludzkie, nasze miejsca pracy, nasze przekonania dokonują dalszej pracy artystycznej na naszej osobowości. Mój twórczy okres burzy i naporu trwał od studiów do mniej więcej 42-go roku życia. Wtedy dowiedziałam się najwięcej o sobie, czego chcę, a czego już na pewno nie chcę. Poznałam swoje prawdziwe potrzeby. Nauczyłam się odrzucać potrzeby generowane przez innych ludzi we mnie. Wybrałam zestaw zasad życiowych, które nareszcie zaczęły współgrać z moją duszą, sercem i całą mną. Były MOIMI ZASADAMI, a nie zasadami narzuconymi przez kogoś. Kiedy dowiesz się kim naprawdę jesteś i czego naprawdę chcesz od życia, to przychodzi ten absolutnie przepiękny moment, kiedy w końcu sztywna garsonka naszej osobowości zamienia się w bardzo komfortowy, śliczny i pachnący zestaw miękkich ubrań, dopasowanych idealnie do naszych potrzeb i współgrający z naszym na nowo odkrytym bogatym wnętrzem. Wydawałoby się, że na tym proces się kończy. Nic bardziej mylnego. Wtedy pojawia się nowy problem.
OTOCZENIE. Ono nie jest inne niż było wcześniej. To nasze środowisko, rodzina, organizacja w której realizujemy się zawodowo. Nadal mamy wokół siebie sztuczny zestaw społecznie zdeterminowanych norm, które nas atakują z każdej strony. Niby przypadkiem wpychają Cię z uśmiechem na twarzy w pudełka i szuflady pełne procedur, przepisów i instrukcji. Dyktują Ci jak masz żyć, jak powinnaś wyglądać, jak powinnaś się zachowywać i co powinnaś robić. No i nasze ubranko znów zaczyna uwierać. Tylko wtedy TY już jesteś SOBĄ.
Z własnego doświadczenia wiem, że mamy wtedy dwa wyjścia. Możemy pójść na łatwiznę i zgłuszyć nieco naszą piękną osobowość dla doraźnych korzyści finansowych, świętego spokoju czy co tam jest wtedy walutą w tej transakcji. Faktura, którą dostaniemy w przyszłości może jednak nas mocno zaboleć.
Możemy też zacząć poszukiwania w każdym aspekcie naszego życia takich ludzi, sytuacji i miejsc pracy, w których poczujemy się jak w najbardziej komfortowym łóżku z hotelu Ritz. Nie mówię, że będzie łatwo, ale w perspektywie mamy coraz więcej bezcennej przyjemności z własnego życia. Dzień, w którym przestaniemy opierać się na opinii zewnętrznej o nas i w końcu dostrzeżemy, że jesteśmy naprawdę fajnymi ludźmi, pełnymi pasji, pomysłów i dobra, będzie absolutnie przełomowy. To tak jakby ktoś nagle zapalił światło w totalnie ciemnym garażu.
Dziś już jestem spokojna, bo wiem, że nic na siłę. Jeśli komuś coś w nas nie pasuje to nie jest to nasz problem tylko tej osoby. Zawsze będą ludzie, miejsca i sytuacje, do których nie będziesz pasować swoją osobowością co byś nie zrobiła i jak się nie starała. I wiesz co? Szkoda na to czasu. Życie jest naprawdę cholernie krótkie. Nie ma co drzeć o to szat. Trzeba robić swoje i cierpliwie szukać do skutku takiego układu, w którym życie będziesz odczuwała jakbyś była w luźnym, miękkim, odpowiednio długim swetrze, którym z przyjemnością będziesz się otulała, realizując dalszą część swojego przyjemnego życia. Chcesz dołączyć do tej wyprawy i zmienić swoją garderobę na wygodniejszą? Zapraszam!
Moja podróż trwa już dobre kilka lat. Niestrudzenie szukam mojego miękkiego, długiego sweterka w kolorze fuksji. Ile to jeszcze potrwa? Nie mam pojęcia. Wiem na pewno, że proces ten nie będzie łatwy, ale jest warty wszystkiego. W przeszłości różnie wybierałam i teraz już wiem jedno i na pewno. Nie ma nic boleśniejszego i sprawiającego ogromne cierpienie, jak permanentnie za małe i niedopasowane KUSE UBRANKO.