To co łączy wszystkich ludzi na ziemi to energia. Od jej natężenia zależy, jaka relacja między dwojgiem ludzi się wytworzy. Mamy całe spektrum możliwości. Jest miłość, przyjaźń, sympatia, ale też nienawiść i inne negatywne warianty emocji, które kształtują naszą relację z osobą, która akurat staje na naszej drodze życia. Dopóki kogoś nie znamy, nie obdarzamy tej osoby żadną energią oprócz tej, która łączy nas wszystkich „odgórnie” i daje podstawy do stworzenia trwalszej więzi, kiedy nasze ścieżki na ziemi w końcu się skrzyżują.
Wbrew pozorom to właśnie te pozytywne relacje obarczone są ogromnym ryzykiem odpalenia bomby atomowej, która potrafi zamieść całą naszą wiarę w ludzi. To właśnie te piękne emocje budują w nas często ogromne pokłady ufności, osłabiają naszą czujność, dają przyzwolenie na zrelaksowanie się wobec drugiej osoby, którą darzymy przyjaźnią, miłością czy sympatią.
Kiedy mamy dużo negatywnej energii dla drugiej osoby, jesteśmy przygotowani na najgorsze. Spodziewamy się zasadzek, przykrych niespodzianek i nagłych nieprzyjemnych zwrotów akcji w wykonaniu tej drugiej strony. Wtedy snujemy czarne projekcje, jesteśmy jak struna napięci, czujni, zawsze w gotowości i z reguły nie dajemy się zaskoczyć.
Kiedy jednak kogoś lubimy, kochamy to obdarzamy go taką cudowną mgiełką swoich pozytywnych uczuć, która otula nas kołderką ogromnego komfortu, poczuciem że w tym towarzystwie możemy się wyluzować, być sobą, być szczerzy i otwarci, bo nic nas złego nie spotka. Odsłaniamy wtedy nasze kolejne warstwy, pozwalamy dotknąć naszego wnętrza, dzielimy się swoimi sekretami, wymieniamy naszą energię bezgranicznie budując coraz bardziej trwałą, soczystą i bogatą w kosmiczne pierwiastki relację. I wtedy dzieje się to niemożliwe…
Moment, kiedy zaczynamy stawiać kolejny krok w naszej relacji mając pewność, że stawiamy go jak zwykle na solidnym, pewnym gruncie, umocnionym przez chwile, dni a nawet lata spędzone na wspólnej pozytywnej przygodzie partnerskiej, koleżeńskiej czy przyjacielskiej. Następuje wybuch i nasz bezpieczny świat nagle się zatrzymuje, krew odpływa z naszego mózgu, serce wali jak młot, a w głowie mamy jedno wielkie niedowierzanie, pęczniejące z każdą sekundą i wpełzające w każdy atom naszego ciała. I wtedy do naszego mózgu w końcu dociera impuls…
ZDRADA. Ból i pogwałcenie wszystkiego co nas łączyło. Szok i niedowierzanie, bo serce jeszcze tkwi w przeświadczeniu, że to niemożliwe a rozum już wie, że nastąpiło bombardowanie naszej pięknej relacji. Mieszanka skrajności niepodobna do żadnego innego zjawiska na naszej planecie. Przeszywający fizyczny ból, który odbiera nam na chwilę zmysły, wypalając w naszym sercu jednocześnie trwałą, bolesną dziurę. Zdrada ma różne oblicza, ale zawsze boli tak samo i wali nas po głowie tytanową patelnią zaskoczenia.
Zdrada męża, żony, przyjaciółki, koleżanki, przyjaciela, kolegi czy nawet dobrej znajomej z pracy. Każda zdrada boli tak samo, tylko czas trwania bólu jest proporcjonalny do głębokości danej relacji. Zdrada ma serce utkane z bólu i duszę ulepioną z zaskoczenia, więc nie można się na nią w żaden sposób przygotować. W jednym momencie jesteśmy pewni, że stawiamy stopę na bazaltowej skale, a już za sekundę rzeczywistość oblewa nas kubłem zimnej wody i serwuje nam eleganckie ruchome piaski.
Lata moich doświadczeń na tym polu pokazują, że niestety absolutnie każdy człowiek może nas zawieść. Nikt nie jest idealny. Każdy ma swoje lęki, ograniczenia i deficyty. A to są główne źródła tej paskudnej przypadłości jaką jest ZDRADA.
Jest też dobra wiadomość. Z wiekiem przestajemy tak mocno przeżywać kolejne uderzenia tytanową patelnią. Zaczynamy dostrzegać, że ranienie drugiej osoby wynika z tego, że ten kto rani jest bardzo nieszczęśliwy. To jest tylko wyraz jego bezradności wobec sytuacji, z którą zwyczajnie sobie nie radzi. Dlatego już dawno przestałam oceniać tych, którzy co i raz, z zaskoczenia wbijają mi diamentową szpilę w serce. Odkąd sama zachorowałam na raka i zmieniłam perspektywę patrzenia na świat, przyglądam im się z zupełnie innej, nowej planety łagodności i wtedy dostrzegam bezmiar ich nieszczęścia. Dzięki temu trudnemu doświadczeniu odkryłam w sobie inne od złości czy bólu uczucie, które jest najlepszym lekiem na wszelkie ludzkie judaszowe zagrania.
Proszę, poniżej zostawiam prezent dla Ciebie! Gotowa recepta z nieograniczonym terminem jej realizacji:-) Przytulam Cię mocno. Obiecuję, że od tej pory będzie mniej bolało, jeśli tylko zastosujesz ten magiczny lek.
Od teraz, kiedy ktoś Cię zawiedzie, zrani lub rozczaruje koniecznie połknij 2-3 tęczowe TABLETKI WSPÓŁCZUCIA i zobacz jak z prędkością światła życie staje się znowu piękne!
2 odpowiedzi do “Tabletki współczucia”
Justyna, to bardzo ładny tekst. Pełen emocji, ale na wodzy. Pokazujący, co oznacza dojrzałe spojrzenie na świat i to, co nas otacza. I jacy stajemy się z czasem. Trzymaj się kochana i dziękuję za porady.
Dziekuje za dobre slowo❤ Zawsze do uslug?